5 września 2013 martyna

Relacja z “błotnych” zawodów w Wierchomli

Ostatnimi czasy okropnie zaniedbałam dodawanie przepisów. Ale absolutnie nie zaniedbałam mojej obecności w kuchni. Mam sporo przepisów gotowych do dodania,
 ale przeprowadzka… i jazda tam i z powrotem miedzy Sanokiem, a  Rzeszowem zjadła cały mój czas. W miniony weekend odbyły się  zawody z serii Pucharu Polski w downhillu w Wierchomli.  WYSTARTOWAŁAM i jestem z siebie dumna, bo warunki …. przysporzyły mi tyle stresu ! 


image (2)
 

I muszę się znowu przyznać, że to również zaniedbałam.
Na początku w ogóle nie czułam roweru. Jednak te 2 miesiące przerwy od mojej rakiety spowodowały, że znowu bałam się skoczyć nawet najmniejsze chopki.

Pierwszy dzień był bardzo ładny, pogoda dopisała.Ale jak to ja, oczywiście podczas jednego mało groźnego upadku nabiłam sobie trzecie kolano. 

image (2)
 
 
Jedynym mankamentem był wyciąg, którym wyjeżdżało się prawie 30 minut na górę. 
W nocy popadało, ale poranne przejazdy treningowe nie wypadły najgorzej. 
No i gdy nadszedł czas na wyjazd do startu spadł deszcz. 
Jechałyśmy z Kasią do góry i mokłyśmy niesamowicie. 

Co gorsze nie zmieniłam opon na wety, więc ziemi się za bardzo nie trzymałam. 
Na szczęście na drugi przejazd zmieniliśmy już opony. 

1270185_635495666484559_499957491_o


 Wiadomo czas jak czas. 
Ale dumna byłam, ponieważ drugi przejazd był już bez żadnych upadków. 
Niestety w tej dziedzinie mistrzynią nie będę, 
ale jednak kocham to i nie zamierzam przestawać. 

Po przejazdach byłyśmy po prostu wszystkie jak z kąpieli błotnej ! 

DSC03004
 
Ale brawa dla nas dziewczynki !

 

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress